https://pgen.pl/assets/cache/b0de78a2318779d32e92f33e4a4e693d_750_319_optim.jpg

Polska zremisowała z Anglią. To był dobry mecz

Po raz kolejny Stadion Narodowy przyniósł szczęście biało-czerwonym. Nasza reprezentacja jeszcze nigdy na nim nie przegrała. I tak było tym razem. Zremisowaliśmy z mocną drużyną Anglii 1:1.

To był piąty mecz reprezentacji Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie. W sumie kadra ma już na koncie cztery remisy i jedno zwycięstwo. Ta jedyna wygrana to wynik towarzyskiego meczu z Republiką Południowej Afryki sprzed kilku dni. Tym razem jednak o żadnym towarzyskim spotkaniu nie mogło być mowy. Tu gra toczy się o punkty o wejście do finału mistrzostw świata w 2014 roku. I wydawać się mogło, że Anglia pozbawi nas złudzeń. Tymczasem okazało się, że niewiele brakowało nam do zwycięstwa.

Zadziałała strategia opracowana przez trenera. Zespół z Wysp słynie z dalekich podań ze środka boiska, wieńczonych precyzyjnymi atakami na bramkę. Polacy za wszelką cenę starali się to uniemożliwić. I trzeba przyznać, że wychodziło im to skutecznie. Anglicy musieli skupić się na prowadzeniu akcji krótkimi podaniami.

Groźnie w naszym polu karnym zrobiło się już w 7. minucie. James Milner zagrał pod polską bramkę, ale akcję popsuł czujny Przemysław Tytoń. Anglikom nie udało się wbić gola na początku meczu i zniszczyć koncentrację Polaków. Udało im się za to w 31. minucie spotkania. Nasi rywale znakomicie wykorzystali okazję. Po rzucie rożnym Steven Gerrard dośrodkował pod naszą bramkę, dokładnie tam, gdzie czekał Wayne Rooney. Gwiazdor angielskiej reprezentacji skierował piłkę wprost do naszej siatki.

„Ciężko mi było wyjść do piłki, bo miałem za daleko, w dodatku przyblokował mnie Defoe” - tak tłumaczył się z tej akcji po meczu bramkarz Przemysław Tytoń. Ale polscy kibice, gorąco dopingujący naszych, nie stracili nadziei po utracie gola.

I słusznie, bo jak się szybko okazało, my też potrafimy wykorzystywać błędy rywali. A dokładnie błąd angielskiego bramkarza. Joe Hart najwyraźniej źle ocenił zamierzenia Polaków i minął się z piłką. Nie udało mu się zablokować precyzyjnego strzału głową, jaki wykonał Kamil Glik. Biało-czerwone trybuny Stadionu Narodowego w Warszawie oszalały ze szczęścia. „Piękny moment, jeden z najpiękniejszych w życiu. Będę miał co opowiadać dzieciom” - cieszył się po meczu Glik.

Trener angielskiej reprezentacji Roy Hodgson wydawał się być zaskoczony tą akcją. Od razu zarządził, że Wayne Rooney ma zejść z boiska. Jego miejsce zajął Alex Oxlade-Chamberlain. Po tym golu Polacy dostali zastrzyk energii, atakował Robert Lewandowski, atakował Kamil Glik, jednak Anglicy zrozumieli, że nie mogą pozwolić sobie na przegraną. Jeszcze w 87. minucie Glen Johnson próbował pokonać Przemysława Tytonia. Bezskutecznie.

Mecz zakończył się remisem 1:1. Polacy schodzili z boiska bardzo zadowoleni, oklaskiwali kibiców. Kibice nie pozostali im dłużni. Trener reprezentacji Waldemar Fornalik na konferencji po meczu odpowiadał pewny siebie: „Zrealizowaliśmy wcześniejsze założenia. Chcieliśmy zagrać solidnie. W wielu fragmentach potrafiliśmy konstruować akcje”.

Angielski selekcjoner Roy Hodgson przyznał, że oba zespoły miały równe szanse. „Żadna drużyna, która przyjedzie tutaj, nie będzie miała łatwo. To w ogóle nie jest łatwa grupa” - skomentował.

Fornalik nie krył, że tak naprawdę liczył na więcej. „Dzisiaj pozostał nawet lekki niedosyt, ponieważ były szanse na zwycięstwo” - podkreślił. Na szczęście będzie jeszcze okazja wykazać się w kolejnych rozgrywkach eliminacji do piłkarskich mistrzostw świata 2014 roku. Czasu na przygotowanie będzie dużo. Polska zagra z Ukrainą dopiero 22 marca 2013 roku.


Link skrócony: www.stdn.pl/e1435

Galeria

Zobacz także

Co o tym sądzisz?